Jestem na lotnisku w Buenos Aires. Wróciłam z
Anglii, gdzie się uczyłam. Teraz wracam do normalności. Do przyjaciółek,
domu. Ale nie sama. Wracam z Carterem. Moim zbuntowanym księciem. Nazwałam go
tak, bo szybko robi się zazdrosny i czasami zachowuje się jak arogancka
gwiazda rocka. Mimo to, bardzo go kocham. A tak na marginesie nazywam się
Kathrine Di Pietro.
- Pójdę odebrać bagaże. - mówi Carter, przytulając mnie do siebie.
- Dobrze. Ja pójdę po coś do picia i możemy wracać. - łapię go za szyję. Delikatny pocałunek.
- Zaraz będę z powrotem. - mruczy.
Patrzę w jego oczy.
-Obiecujesz ?
-Obiecuję.
Puszczam jego szyję. Jeszcze chwilę patrzę się w punkt gdzie zniknął. Na lotnisku jest wielki tłum. W końcu to pierwszy dzień wakacji. Przeciskam się pomiędzy ludźmi. Widzę stoisko. Podbiegam bliżej i staję w kolejce. Gdy nadchodzi moja kolej mówię :
- Dwa soki pomarańczowe.
Daje kasjerce odpowiedni banknot. Odchodzę. Idę przed siebie. Myślami jestem gdzieś indziej, a mianowicie na planecie ,, Carter ".
Te jego czarne włosy, opadające na czoło, zmysłowe usta, przenikające spojrzenie, szerokie i dobrze zbudowane raniona. Nagle wpadam na kogoś. Jeden z dwóch soków rozlewa się na nieszczęśnika.
- Bardzo przepraszam ! Zamyśliłam się. - zerkam na moją ofiar. Wyższy ode mnie o pół głowy chłopak, z brązowymi włosami i cudownymi piwnymi oczami. Zamieram. Serce zaczyna mi szybciej bić.
Uśmiecha się do mnie.
- Nic się nie stało. To tylko kilka większych plam. - wyjmuję z torebki chusteczki i podaje mu je.
Patrzę na jego zgrabne ruchy, gdy wyciera koszulę. Odgarniam pasmo kasztanowych włosów z czoła.
- Naprawdę przepraszam. Chodzę z głową w chmurach. - tłumaczę się.
On tylko się uśmiecha. Gdy kończy, patrzy na mnie. Uśmiech nie znika z jego anielskiej twarzy.
- Nie przepraszaj już. Mały wypadek. To wszystko.
- Na pewno ? - upewniam się.
Kiwa głową. Nie mogę oderwać wzroku od jego cudownych oczu. Żadne z nas się nie odzywa. Czuję się jakby czas stanął w miejscu.
- Masz piękne oczy. - mówi.
Odbiera mi mowę.
- Jestem Jorge. Nie przedstawiłem się wcześniej.
- Kathrine. Przepraszam, ale muszę już iść. Ktoś na mnie czeka. - uśmiecham się do niego ostatni raz i odchodzę.
Przebijam się przez tłum w stronę wyjścia, ciągle oszołomiona tym wyznaniem ,, Masz piękne oczy ". Przed głównymi drzwiami widzę Cartera. Jego twarz rozjaśnia się na mój widok. Podbiegam do niego. Przytulam go. Jego ramiona, jakby stworzone tylko dla mnie.
- Bardzo cię kocham Kathrine. - szepcze.
- Ja ciebie też Carter. - całuję go w tak jakby, ten pocałunek miał potwierdzić to co mówię.
Jestem ogromną szczęściarą że mam Cartera. Mojego zbuntowanego księcia. Ale nie mogę zapomnieć co powiedział Jorge.
- Pójdę odebrać bagaże. - mówi Carter, przytulając mnie do siebie.
- Dobrze. Ja pójdę po coś do picia i możemy wracać. - łapię go za szyję. Delikatny pocałunek.
- Zaraz będę z powrotem. - mruczy.
Patrzę w jego oczy.
-Obiecujesz ?
-Obiecuję.
Puszczam jego szyję. Jeszcze chwilę patrzę się w punkt gdzie zniknął. Na lotnisku jest wielki tłum. W końcu to pierwszy dzień wakacji. Przeciskam się pomiędzy ludźmi. Widzę stoisko. Podbiegam bliżej i staję w kolejce. Gdy nadchodzi moja kolej mówię :
- Dwa soki pomarańczowe.
Daje kasjerce odpowiedni banknot. Odchodzę. Idę przed siebie. Myślami jestem gdzieś indziej, a mianowicie na planecie ,, Carter ".
Te jego czarne włosy, opadające na czoło, zmysłowe usta, przenikające spojrzenie, szerokie i dobrze zbudowane raniona. Nagle wpadam na kogoś. Jeden z dwóch soków rozlewa się na nieszczęśnika.
- Bardzo przepraszam ! Zamyśliłam się. - zerkam na moją ofiar. Wyższy ode mnie o pół głowy chłopak, z brązowymi włosami i cudownymi piwnymi oczami. Zamieram. Serce zaczyna mi szybciej bić.
Uśmiecha się do mnie.
- Nic się nie stało. To tylko kilka większych plam. - wyjmuję z torebki chusteczki i podaje mu je.
Patrzę na jego zgrabne ruchy, gdy wyciera koszulę. Odgarniam pasmo kasztanowych włosów z czoła.
- Naprawdę przepraszam. Chodzę z głową w chmurach. - tłumaczę się.
On tylko się uśmiecha. Gdy kończy, patrzy na mnie. Uśmiech nie znika z jego anielskiej twarzy.
- Nie przepraszaj już. Mały wypadek. To wszystko.
- Na pewno ? - upewniam się.
Kiwa głową. Nie mogę oderwać wzroku od jego cudownych oczu. Żadne z nas się nie odzywa. Czuję się jakby czas stanął w miejscu.
- Masz piękne oczy. - mówi.
Odbiera mi mowę.
- Jestem Jorge. Nie przedstawiłem się wcześniej.
- Kathrine. Przepraszam, ale muszę już iść. Ktoś na mnie czeka. - uśmiecham się do niego ostatni raz i odchodzę.
Przebijam się przez tłum w stronę wyjścia, ciągle oszołomiona tym wyznaniem ,, Masz piękne oczy ". Przed głównymi drzwiami widzę Cartera. Jego twarz rozjaśnia się na mój widok. Podbiegam do niego. Przytulam go. Jego ramiona, jakby stworzone tylko dla mnie.
- Bardzo cię kocham Kathrine. - szepcze.
- Ja ciebie też Carter. - całuję go w tak jakby, ten pocałunek miał potwierdzić to co mówię.
Jestem ogromną szczęściarą że mam Cartera. Mojego zbuntowanego księcia. Ale nie mogę zapomnieć co powiedział Jorge.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz