piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział 2





Jedziemy do mojego domu. Nagle dzwoni mój telefon.
 - Halo ? - mówię.
 - Hej Kath ! To ja, Lodovica. - słyszę głos w słuchawce.
 - Lodovica ?! Co u ciebie ?
 - To teraz najmniej istotne. Wróciłaś już ? - pyta.
Zaniemówiłam. Co ona kombinuje ?
 - W Buenos Aires. Czemu pytasz ?
W słuchawce zapada cisza. Mam zamiar się odezwać, gdy słyszę głos przyjaciółki.
 - Wpadniesz do naszego ulubionego parku ?
 - Nie jestem sama. Jest ze mną Carter. - mówię. Dużo razy opowiadałam przez telefon dziewczynom o nim, lecz nie miały okazji go poznać.
 - Oh. No cóż, będzie musiał znaleźć sobie zajęcie, bo dziś cę porywamy. Do zobaczenia. Przyjdź o piętnastej pod fontannę.
Rozłącza się. Opowiadam Carterowi co mówiła Lodovica.
 - Spędź trochę czasu z przyjaciółkami. Ja podrzucę twoje rzeczy do domu i pojadę się rozpakować, a później coś wymyślę.
 - Dobrze.- zbliżam swoją twarz do jego twarzy.
 - Będę tęsknił. - całuje mnie.
Jak ja go kocham. Podjeżdżamy pod park. Żegnam się z Carterem i wychodzę z taksówki. Świeże powietrze owiewa mi twarz. Tęskniłam za tym słońcem, delikatnym powietrzem i tym miastem. Ale jeszcze bardziej tęsknię za Barceloną. Moje alter-ego wymierza mi siarczysty policzek. Nie mogę myśleć o tamtych czasach. Tamtych wakacjach i tamtym chłopaku.
  Robi mi się gorąco w mojej koszuli w czarno-czerwoną kratę, więc zdejmuję ją. W białym podkoszulku czuję się o wiele lepiej. Jakie to szczęście, że na lotnisku zdążyłam związać włosy w kok i założyć moją kochaną bandamkę. Koszulę przewiązuję w pasie. Mam jeszcze trochę czasu do spotkania z dziewczynami. Postanawiam przejść się po parku.
  Przechodzę obok drzew, pomiędzy którymi, kiedyś spacerowałam z Lodovicą, Candelarią i Albą. Tyle chwil w jednym miejscu. Jestem niedaleko fontanny. Zauważam na krawędzi fontanny niebieską kartkę. Czytam.

                                           ,, POPATRZ W  PRAWO."

   Patrzę w wskazanym kierunku. Moja twarz się rozpromienia. Moje przyjaciółki stoją z kolorowymi balonami i wielkim napisem ,, Witaj w domu, Kathrine ! . Podbiegam do nich i przytulam każdą z osobna.
 - Kochane moje wariatki! - krzyczę ze śmiechem.
 - Ostatnio cię widziałyśmy w tamtym roku, więc postanowiłyśmy cię przywitać. - mówi Alba.
 - Musimy się szykować na imprezę. - oznajmiła Candelaria patrząc na zegarek.
Rude, kręcone włosy ze złotymi przebłyskami opadają długimi kaskadami na plecy, a piegi na policzkach są wyraziste.
 - Najpierw muszę odebrać słuchawki, które zostawiłam u przyjaciela na motocrosie. - wzdycha Alba poprawiając czarną burzę loków.
 - No to idziemy. Nie ma czasu do stracenia. - uśmiecham się.
Idziemy przez park, rozmawiając o tym się zdarzyło, gdy mnie nie było. Obiecuję im podczas rozmowy, że jutro poznają Cartera. Po chwili słyszę ryk motorów. Alba wskazuje gdzie mamy iść. Otwiera przejście.
Wchodzimy. Podchodzę bliżej barierki by móc obejrzeć trening. Oglądam, ale nie widzę za dobrze.Wspinam się na pierwszy szczebel ogrodzenia, drugi. Wychylam się. Niestety za bardzo, bo już po chwili znajduję się na torze. Jestem zbyt sparaliżowana strachem, by się ruszyć. Jeden z zawodników zeskakuje z motocykla i przyciska mnie do ziemi. Maszyny przeskakują nad nami. Podnoszę się. Mój wybawiciel zdejmuje kask.
 - Kathrine ? Co ty tutaj robisz ?- Jorge patrzy na mnie ze zdumieniem. Nie mogę wydobyć słowa.
 - Prze... Przepraszam. Za bardzo wychyliłam się za barierkę. Przyszłam z przyjaciółkami. Alba chce odebrać słuchawki od znajomego.
Marszczy brwi.
 - Alba ? Alba Navarro ? - pyta.
Przytakuję.
 - Znasz ją ?
Uśmiecha się szeroko.
 - Przyszła do mnie odebrać słuchawki.
Zamieram. Jorge to przyjaciel Alby ? Chłopak wstaje z piachu i pomaga mi się podnieść. Zabiera motocykl i wychodzimy ramię w ramię z toru. Od razu podbiegają do nas wystraszone dziewczyny.
 - Nic ci nie jest ? – pyta Lodovica.
Kręcę głową.
 - Widzę, że już się poznaliście.- mówi Alba.
 -  Jakieś, kilka godzin temu.- odpowiada Jorge i puszcza do mnie oczko. Rumienię się.
 - Zaraz przyniosę twoje słuchawki. – dodaje chłopak i rusza do namiotu.
Zostajemy same.
 - Czego nie powiedziałaś, że go znasz? – pyta z wyrzutem Candelaria.
Wywracam oczami.
- Cande, poznałam z pięćdziesięciu chłopaków w Anglii no i jego na lotnisku. Mam ci się ze wszystkiego spowiadać ? Kogo poznałam, z kim się spotykałam, co jadłam? Zresztą Carter też nic nie wie.
 - Nie powiedziałaś własnemu chłopakowi ? – wtrąca się Lodovica.
 - Nie widzę powodu dla którego miałabym mu powiedzieć.
Milkniemy, b nadchodzi Jorge.
 - Następnym razem pamiętaj, gdzie zostawiasz rzeczy Alba. A może pójdziemy do klubu karaoke ?
 - Właśnie się tam wybieramy, tylko nie wiem jak długo zostanę tam z Albą, bo wyjeżdżamy do Paryża, więc gdy dostaniemy telefon to musimy lecieć.- wyznaje Candelaria.
 - No to widzimy się na miejscu.
Żegnamy się i wychodzimy. Za kilka godzin znowu go spotkam, ale czy to będzie fair wobec Cartera?
        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz